Gnaliśmy z Aiszą do mojej mamy, chodź szczerze mówiąc, nie miałam ochoty rozmawiać teraz z mamą, lecz spędzać czas z Aiszą. Ach... coś mi naprawdę odbiło, muszę się opanować. Tak biegliśmy, aż dotarliśmy do jaskiń. Tam stała moja matka, rozmawiała z Hermioną. Nabrałem dużo powietrza i zawyłem z całej siły, ile moje płuca dały radę. Wyłem długo i głośno jak nigdy. Wyłem do matki, do Aiszy, do mojej cioci Hermiony, do natury, do reszty watahy, do gór, rzek, wysp, naszego terenu. Nagle przestałam wyć i powoli schyliłem łeb by ujrzeć reakcję matki. Ta nic nie powiedziała, stała wgapiona we mnie jak słup. Czekałem, minęło kilka dobrych minut. Nagle przybiegły inne wilki zaniepokojone wyciem obcego wilka. Dante spojrzał się w stronę matki, z zapytaniem w oczach, czy atakować intruza. Gdy mama nie odpowiedziała on się na mnie rzucił z zębami. Nie spodziewałem się tego i on zdążył mnie chwycić za bark. Nic nie robiłem, czekałem na reakcję matki. Dante zaczął mnie gryźć , a mi leciała krew, zaskomlałem, a ona wciąż nic. Dante mnie puścił i upadłem na ziemię. Nagle zobaczyłem grupkę około dziesięciu szczeniąt które wybiegły zza jakiejś nowej wilczycy. Aż dziesięć to za dużo ! Zobaczyłem tam Kajtka, ale on mnie pewne nie rozpoznał. Dante znów powtórzył akcję i się na mnie rzucił, zabolało, krew przemywała mi rany, musiałem walczyć, walczyć dla Aiszy! Wstałem i ruszyłem na Dante-go. Zaczęła się zacięta walka. On był silniejszy, musiałem przegrać. Wtedy z tłumu wyskoczył najstarszy szczeniak, Kajtek. Zdezorientował naszego przeciwnika i dzięki temu dopadłem do gardła Dantemu:
-Jestem Jasper, ty głupcze!-wrzasnąłem plując krwią i ciężko sapiąc
Nie odpowiadał, tylko się mi uważnie przyglądał, jakby skanował każdy mój włos. Puściłem go i odszedłem kilka kroków dalej, zawarczałem. Byłem zły, zły na własną matkę.
ad.1 A tak wyobrażam sobie tę akcję, Kajtek po lewej, Dante na dole, A Jasper po prawej.
<Niech dokończy Dante, Kajtek, Hermiona, Aisza>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz