Nie pamiętam nic, oprócz tego, że zemdlałam. Obudziłam się w jaskini, czy byłam na wolności?!? Obok mnie leżał Jasper i jakaś wilczyca! Oddech przyśpieszył. Zaczęłam sie cofać, chciałam uciekać, uderzyłam o skałę i wtedy ona podniosła głowę. Przestałam się ruszać.
-Wyb.bb...bb...bbbbacz! Już sobie idę.- wyjąkałam
-Nie bój się, jak się nazywasz?
-Dilila-wyjąkałam- kim jesteś?
-Żoną Jaspera.
-Aaaa.... nie wiedziałam, to on mnie stamtąd wyprowadził, to dzięki niemu jestem tutaj...
-Wiem, albo raczej nie wiem dlaczego, ale musiał w tobie zobaczyć coś wyjątkowego, żeby cię tu zabrać...-powiedziała mi
-Oh- powiedziałam- Nie gniewasz się, że tu jestem?
-Nie, ale interesuje mnie twój wisiorek.
-Nie jest żaden specjalny- powiedziałam szczerze- po prostu pentagram.
-Niepodległość- dodała
-Skąd wiesz?- zapytałam
-Znam się trochę, miło cię poznać.
-A jak ciebie zwą?- zapytałam
-Aisza- uśmiechnęła się
-Wiesz, zazdroszczę ci- przyznałam się- wychowałaś się w dziczy i masz Jaspera, nigdy nie widziałam, żeby ktokolwiek był w stanie użyć magii w pobliżu miasta, musi być potężny- spojrzałam na niego
<Niech dokończy Aisza>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz